Zaraz Oscary. Przeważnie mogę przesiedzieć całą noc bez żadnego problemu, ale dzisiaj prędko zrobiłam się jakaś śpiąca. Mój organizm musi być jakiś przekorny. Zawsze się tak dzieje kiedy zależy mi, żeby coś obejrzeć późną porą.
Mam nadzieję, że Alicia Vikander, twórcy "Pokoju", "W Głowie się nie mieści" i "Ex Machiny" będą mogli świętować tej nocy. Są na to chyba jednak małe szanse.
Najgłośniej mówi się o "Zjawie" i Leonardo DiCaprio.
Ale spójrzmy prawdzie w oczy, "Zjawa" jest słabym filmem. Poza faktycznie dobrymi zdjęciami czy oddechem w miejscu, w którym przyzwyczailiśmy się do muzyki nie ma zupełnie nic do zaoferowania. Dłuży się, jest miejscami nielogiczny, niedopracowany. No nie, nie kibicuję za żadne skarby.
A DiCaprio, biedny DiCaprio. Nie sugeruję, że jest złym aktorem czy że nie zasługuje na Oscara w ogóle. Jasne, że tak. Ale skoro Akademia nagradza za role takie jak ta, a jego FENOMENALNĄ rolę w
"Co gryzie Gilberta Grape'a" miała totalnie gdzieś, to co te Oscary w ogóle
znaczą. Czy wciąż są mu do szczęścia potrzebne?
Powtarzam już od jakiegoś czasu niemalże wszystkim osobom wokół siebie, że na jego miejscu wolałabym nie wygrać. Czułabym się okropnie upokorzona.
EDIT
Kurczę, ale czad. Oscar dla Brie Larson (czyli dosyć pośrednio ale "pokój"), Oscar dla Alicii Vikander, Oscar dla W głowie się nie mieści i dla Ex Machiny... Wszystko co chciałam!
29.02.2016
Super sprawa, Sylwia grała ostatnio w nowym teledysku Buki i Rahima! Drugi raz w teledysku Buki, ale ogólnie trzeci raz w życiu.
Wiadomo, jestem z niej ogromnie dumna i bardzo ją chwalę przed każdym swoim znajomym. Bardzo.
Ściślej mówiąc, na przykład zawsze będąc u kogoś w gościach czy gdziekolwiek gdzie był telewizor - nikt nie miał prawa przełączyć na inny kanał jeśli leciał akurat 1 moment. NIKT. I w żadnym wypadku nie przesadzam.
ALE w sumie niedokładnie o tym chciałam pisać.
W tej piosence, jak się okazało- parę swoich chwil ma Fokus. A ja go uwielbiam. Może nie do końca jego rapsy czy ich wartość merytoryczna są w moim guście, ale kurczę. Jego bezceremonialność, TEN głos. No miękkie kolana mam, no.
W każdym razie kiedy S. wróciła z planu, wysłała mi wiadomość z prośbą o szybkie zejście przed dom. I wtedy, gdy stała już przede mną, wyjęła zza pleców kartkę wyrwaną z notesu. Podała mi do ręki. Powiedziała, że był i że to dla mnie.
Myślałam, że się przewrócę, zwymiotuję, wszystko w jednym! Poziom ekscytacji równy poziomowi smogu w Chinach.
Specjalnie podeszła do niego, żeby poprosić o autograf dla mnie bo wiedziała jakim uczuciem go darzę! Nie wieeeeeeeerzę... I NARYSOWAŁ MI SERDUSZKO!
No jacy przyjaciele są lepsi od przyjaciół, którzy spełniają marzenia. Żadni.
czwartek, 4 lutego 2016
4.02.2016
Siedzę właśnie na fotelu patrząc na telewizor, zagryzam wargi i myślę. Wymieniłam przed chwilą kilka wiadomości z P. bo na stronie Sinsay w dalszym ciągu wyprzedaż, dorzucają nowe ciuchy. Pokazałam jej sukienkę, która mi się podobała... Bla bla.
Bo wiecie, ostatnio kiedy byłyśmy na zakupach podszedł do nas pewien pan. Pan niezadbany, przykro pachnący - trzymał w ręce jedynie torebkę ze sklepu w której możliwe, że znajdował się cały jego dobytek. Niewyraźnie mówił. Trzeba było się mocniej skupić, żeby go zrozumieć.
W pierwszym momencie poprosił o pieniądze. Powiedziało się mu prawdę, że gotówki przy sobie nie mamy. Spodziewałyśmy się, że odejdzie. Bo tak to przeważnie bywa, co?
Ale nie, spytał czy mogłybyśmy kupić mu jedzenie. A mama zawsze mi powtarza: jeśli ktoś jest głodny a ty masz możliwości, żeby to zrobić - nakarm go. I tak zawsze staram się postępować.
Powiedziałam, żeby zejść na dół do strefy gastronomicznej. Poszłyśmy przodem, on za nami, zachowując przy tym odstęp. Czułam się trochę skrępowana, ale w głębi duszy BARDZO cieszyłam się, że pomogę. Kupię mu tę zupę o którą prosi.
Wtedy P. zaczęła podszeptywać mi argumenty przeciwko temu co zamierzam zrobić. Przede wszystkim poczuła od niego alkohol. Dlatego jej zdaniem nie powinnam kupować mu niczego.
????
Wiem,
że ma złote serce, jest dobrym człowiekiem. Możliwe, że chodziło jej o to, że
nie należy dawać człowiekowi ryby, a wędkę. Może właśnie to miała na myśli. Ale gdybym wtedy uległa jej namowom, przecież poszłybyśmy dalej i zaczęły rozmawiać o czymś innym. Pyk, sprawa zapomniana.
No i też czym też mogłaby być ta wędka? No czym? No właśnie.
To wszystko nie jest takie proste. Bo kim my właściwie jesteśmy? Ile możemy? Mam mu znaleźć dom, pracę? Jak? Do takich rzeczy potrzebne są rekiny, a nie płotki. Zawsze jednak wypada od czegoś zacząć. Nie odchodzić.
Pomimo wszystko, w tamtym momencie byłam
po prostu... Zażenowana.
Już do diabła z tym alkoholem, chociaż stałyśmy przy nim w takiej samej odległości, a sama oprócz tego wspomnianego wcześniej zapachu człowieka bardzo brudnego nie poczułam nic innego. A z węchem raczej nie mam problemów.
Człowiek był głodny, NIEWAŻNE czy pił ten alkohol czy nie. Nie interesuje mnie jego historia, nie ważne kim jest. Nie kazałam jej też fundować tego obiadu, od początku mówiłam że ja zapłacę.
Jak można tak potraktować kogokolwiek. Jak można odmówić jedzenia.
Znając jej poglądy oczekiwałam zupełnie czegoś innego.
Dla przykładu - popiera przyjmowanie imigrantów do Polski, Europy. Ja przeciwnie, rozmijamy się w tym aspekcie. Pod tym względem jestem bardzo radykalna, nierzadko nie przebieram w słowach widząc co się dzieje na zachodzie.
Niemniej jednak gdyby człowiek z załóżmy Syrii- dajmy na to prawdziwy uchodźca, poprosił o jedzenie, schowałabym swoje przekonania do kieszeni i po prostu bym mu je dała.
Myślę, że i ona też zrobiłaby to samo. Ponadto, prawdopodobnie starałaby się dać mu gwiazdkę z nieba. Bo... Sami wiecie dlaczego.
P. mówi, że każdy człowiek jest równy, nieistotny jest kolor skóry- każdemu należy pomóc.
To w takim razie czym różni się ten pan od byczka z dalekiego wschodu (czy właściwie z dupy, bo aktualnie biorą się chyba zewsząd)?
Nie są to czasem aby jakieś podwójne standardy? No kurczę, hej, bądźmy słowni. Mówi się A, mówi się też B.
Warto pamiętać też o tym, że życie jest bardzo przewrotne. Nikt z nas nie wie co stanie się za rok, za dwa, za dziesięć lat. Trzeba być człowiekiem.
środa, 3 lutego 2016
3.02.2016
Robimy remont łazienki, dzisiaj miał się zacząć. Wszystko jest już kupione, wujek miał przyjechać i coś tam uskuteczniać.
Wstałam wcześniej niż zwykle, wyszłam na spacer z Dinem, posprzątałam, koszyk przeniosłam do pokoju, żeby stworzyć możliwość jak najszybszego dojścia do tapet i krótko po tym dostałam smsa, że wujka jednak nie będzie. Najwyżej podjedzie na chwilę pod wieczór.
No dlaczegoooooo mi się to zawsze przytrafia.
wtorek, 2 lutego 2016
2.02.2016
Zawsze kiedy po dłuższym czasie nieużywania tej strony zabieram się za czytanie wpisów chwytam się za głowę- tak głupio się czuję matkobosko.
Myślę, że jakoś systematycznie będę sobie tu opisywać co się u mnie działo. Im więcej miałam tematów do poruszenia, tym mniej chęci na przerzucanie ich na bloga. A szkoda. Głupoty, nie głupoty, ale zawsze warto mieć możliwość wrócenia do nich w każdej chwili, powspominania.
Semestr się skończył, nie chodzę już na uczelnię. Sesja zaliczona, wszystko praktycznie już za mną. Do zdania zostało mi jedynie seminarium i poprawka oceny z ćwiczeń z finansów - w sobotę. Jest naprawdę w porządku, myślę że dam sobie radę.
Staram się ostatnio odprężyć. Wczoraj pobrałam Blade and Soul bo zauważyłam na instagramie, że bardzo dużo osób z grona ludzi których obserwuję dodaje zdjęcia i filmiki związane z tą grą. Premiera w Europie i Ameryce była chyba w styczniu, bo to Koreańska gra- do tej pory była dostępna tylko w Azji. Stąd to natężenie.
W każdym razie, udostępniane przez nich postaci wyglądały tak ślicznie! Przypuszczałam, że na moim komputerze który nówką sztuką nie jest, nie uda mi się jej odpalić, ale baaardzo chciałam wypróbować ten ich kreator. Spróbowałam. Włączyło się! Trzeba było troszkę zmniejszyć opcje grafiki, ale śmiga! I zakochałam się, cały czas sobie siedzę i pykam, questy wypełniam.
Zrobiłam zdjęcia, ale jakoś nie mogę połączyć się z telefonem. Kiedy mi się to uda, dodam je. Tymczasem patrzcie na screeny. Słodzinka mi wyszła, co?
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
17.08.2015
Jeżeli chcecie wiedzieć to obejrzałam filmów parę, krótkometrażowych i pełnych w sobie. Żadnego słabego, przecież ja takich nie oglądam, błędów pod tym względem nie popełniam. Zimno się zrobiło po deszczu, fajnie. Przyjemne powietrze, inaczej wszystko.
Boli mnie lewe ucho, działa mi tylko jedna słuchawka. Mojego brata, te słuchawki. Pożyczyłam, nie oddałam, zepsułam. Miesiąc temu albo więcej.
Po południu do weterynarza i do fryzjera z mamą. Dino ma coś z okiem, trochę wydaje mi się spuchnięte. Czy go ugryzło coś czy co się stało, może mam przywidzenia i prewencyjnie doszukuję się jakichkolwiek ubytków, nie wiem jak to nazwać, bo panicznie boję się go stracić.
Ola- ta od Agi, ostatnio na urodzinach, na które właśnie z psem swoim własnym przyszła, w pewnym momencie powiedziała, że oślepł. Nie wiem czy usłyszałam i zrozumiałam dobrze, czy oślepł całkowicie czy nie ale dało mi to do myślenia teraz trochę. Może to więc zaćma a nie ukąszenie czegoś, zatarcie oka? Może nie wiem co? Trzeba iść, sprawdzić? Wstać, zebrać się, iść?
Nie umyłam włosów, rano to zrobię? Pewnie nie, powołując się na fakty znane samej sobie o sobie nie obudzę się o określonej przez moją mamę porze dnia, o której tylko i wyłącznie może ewentualnie ze mną gdzieś wyjść, bo będę niewyspana przez oglądanie tych jebanych filmów, które mnie jako prawie jedyne chyba przy tym życiu lichym jak patyk w gówno wbitym trzymają i nie da mi czasu na zebranie się i sama pójdzie albo i nie.
Wstanę.
niedziela, 9 sierpnia 2015
Nie umiem funkcjonować przez ten upał. Dziś jest chyba nawet gorzej niż w poprzednie dni.
Mam jutro jechać na urodziny Agi i Artura a właśnie przypomniało mi się, że nie mam już podkładu. Co teraz robić. Ostatnie pieniądze wydałam na prezent i pisaki cukrowe, spłukałam się co do grosza. Nie ma nawet po co iść do drogerii.
A tak bardzo chciałam sobie zrobić ładny makijaż i wymiatać, rzęsy sztuczne przykleić i takie tam.
Właśnie. Z racji takiej, że te urodziny są już jutro- kiedyś trzeba było pojechać po ten prezent. Więc wybrałam się do centrum wczoraj. Po południu, z Pacią. Zajrzałyśmy prawie wszędzie, ale mam. Obie mamy to co chciałyśmy.
Później, po kilkugodzinnych zakupach poszłyśmy rzucić okiem na wystawę zdjęć przed galerią, gdzie miła pani zaprosiła nas na sesje medytacyjne. Z jednej strony, fajna rzecz. Chciałabym iść, stres to zdecydowanie mój duży problem. A z drugiej strony, nie wiem czy będę się w stanie zrelaksować wśród obcych ludzi.
W każdym razie, obie jesteśmy zainteresowane. Czas pokaże, może się kiedyś wybierzemy.
A propos. W środę byłyśmy w maku, na lodach. Mocno grzmiało, zaczęłyśmy się zbierać. Mogłam iść do niej i przeczekać, ale się uparłam. Niestety.
Autobus miałam dopiero za jakieś 15 minut, a chmury szybko nadchodziły. Bałam się, że mnie piorun pierdolnie jeśli będę siedzieć i czekać na przystanku. Poszłam więc z buta, nie mam stamtąd jakoś specjalnie daleko do domu.
No i tak sobie uciekam przed burzą z mrożonym szejkiem waniliowym w ręce. Idę idę. Jakiś kawałek drogi później młody mężczyzna woła mnie z auta. Prosi o pomoc we wskazaniu drogi do stacji benzynowej.
Podeszłam bliżej, co się będę drzeć. Chwilę musiałam się zastanowić gdzie właściwie ta stacja benzynowa się znajduje, nie chciałam powiedzieć źle. Patrzyłam więc gdzieś w niebo. Potem- kiedy już wiedziałam jak wskazać kierunek, popatrzyłam na twarz, która tak jakoś dziwnie, bardzo dokładnie się we mnie wpatrywała. Powiedziałam gdzie ma jechać, uśmiechnęłam się. Chciałam odejść, obsunął mi się wzrok w dół i właśnie wtedy zauważyłam, że przez cały ten czas, kiedy starałam się jak dobry człowiek pomóc- walił sobie konia. Dawno nie zrobiło mi się tak niedobrze. Jaką świnią trzeba być?
Następnym razem zastanowię się milion razy zanim pomogę jakiemukolwiek facetowi. Obrzydliwe.
sobota, 8 sierpnia 2015
Zajmowałam się dziś cennikiem firmowym mojego wujka. Jest zajebiście rozbudowany, spędziłam nad nim bardzo dużo czasu i nie musiałam nawet potem długo grać w lola, żeby dłonie, palce i nadgarstki bolały mnie baaardzo. Serio, bardzo.
Ale firma - fajna rzecz. Też chciałabym mieć swoją. Szkoda, że jestem wychowana w przeświadczeniu, że wszystko co robię nie ma racji bytu.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Cały wieczór przeznaczyłam na League of Legends.
Taka jedna sytuacja wyprowadziło mnie z równowagi i musiałam szybko znaleźć rzecz, która zajmie mi głowę. I pochłonęło mnie na kilka godzin.
Tak dobrze gra mi się Nami. Dlaczego jest taka droga? Brakuje mi na oko trzech tysięcy punktów zasług.
Czyli muszę zagrać jeszcze, mniej więcej, pierdyliard meczy.
Także póki jest darmowa to sobie korzystam.
Ale potem, znając sama siebie pewnie nie wytrzymam i kupię Jannę zamiast dalej oszczędzać. Ewentualnie zrobię to już teraz. No kusi no.
Chciałabym też Elise. Ale ona też jest mega kosztowna.
Podsumowując, idzie płaknąć.
piątek, 31 lipca 2015
Niedzielę i wczorajszy dzień spędziłam z Bienkami, na ich działce.
Zaprosili mnie tam w dniu, w którym poszliśmy do muzeum z dziewczynami.
Je też zaprosili oczywiście.
No ale nie przyszły, co w zasadzie nikogo nie zdziwiło.
Najwyżej mnie zirytowało, co też nowością nie jest.
Pod koniec tygodnia właściwie średnio się czułam.
Powód- Dino. Choroba Dina.
Nie miał apetytu, chęci do zabawy, chęci na spacer. Wystraszyłam się, że wiecie, że to już czas...
Ale nie, dzięki Bogu.
Mama włączyła mu antybiotyk co sprawiło, że z dnia na dzień czuje się lepiej.
W każdym razie, chodzi o to że kilka dni wcześniej pytałam Pacię czy mogę go ze sobą na tę działkę wziąć. Bo Fibi. Wybawiliby się na świeżym powietrzu.
Nastawiłam się na to, że pojadę razem z nim i to choróbsko pokrzyżowały nam plany.
Pojechałam sama. Ale do samego końca zastanawiałam się czy nie wysłać jeszcze wiadomości, że jednak nie przyjadę. Cokolwiek by się z nim nie działo, bardzo to przeżywam. Nie chciałam go zostawiać, mimo że w domu byli wszyscy. To mój najlepszy przyjaciel.
Jak widzicie, nie grało to wszystko i to był po prostu taki dzień.
Z przystanku odebrał i podwiózł mnie Patryk. Nie lubię jego samochodu. Nie umiem ani wsiąść ani wysiąść, te siedzenia to są jakieś zapadnie a nie siedzenia, nie wiem.
Na miejscu był jeszcze Blady. Jego znam tyle co nic. W sumie, kojarzę trochę, ale nie w takim stopniu co innych chłopaków. Krępował mnie w minimalnym stopniu.
smutno mi było, że Dino też nie może się z nimi bawić
Sporo mieli tam roboty, chłopcy.
I to ciężkiej.
Troszkę im pomogłam.
Pacia kosiła żywopłot (przecinając przy okazji kabel od prądu hehe), a ja grabiłam liście. Chociaż nie przepadam za zapachem koszonej trawy to jednak ani trochę nie przeszkadza mi robienie takich rzeczy. To jest bardzo przyjemne.
Mogłabym tak od czasu do czasu. O ile nie ma w pobliżu pająków wielkości małej śliwki. Kiedy obserwowałam jak chłopcy za pomocą jakiejś linki taśmy czy czegoś wyrywali z ziemi pieńki drzew razem z ich korzeniami to wtedy właśnie takie bydle z dołu wyszło. Idzie rzygnąć.
Później, każdy z nas był mokry. Nie wiem już kto to zapoczątkował- polewanie wodą z węża ogrodowego, ale tak, każdy był mokry.
Ja najmniej. Instynkt zachowawczy.
Makijaż jest drogi. Sami wiecie.
Było w porządku, ale tak jak wspomniałam- Byłam przybita. Co przełożyło się też na dwa następne dni. Czasem tak jest, nie ma się nawet siły wstać z łóżka.
Oglądałam anime i let's playe. Fantastycznie.
We wtorek miałam z rana pojechać na awf, ale nic z tego nie wyszło.
Myślałam, że może w końcu spotkam się z Sylwią (nie widziałam jej miesiąc) ale skończyło się tak, że... No nijak się nie skończyło. Nie umiem już z nią rozmawiać.
Zawsze mi się wydawało, że ona jest moja, a ja jestem jej. Nie ważne co.
Może z jej strony się coś zmieniło.
A wczoraj, w środę, było naprawdę fajnie. Dino już cwaniakuje, dochodzi do siebie.
Wyszliśmy na spacer, a potem zaniosłam babci obiad. Zostałam u niej na jakiś czas, Kropka ugryzła mnie tylko raz. Same pozytywy.
Dzyń. Telefon. Przyjedziesz na działkę?
Tego dnia, włosy spięłam niedbale, makijaż był na szybko i założyłam też byle jakie ciuchy. Podsumowałam sobie to wszystko i zaraz pędziłam do domu.
Niedługo bo niedługo, ale byli tam z nami jeszcze Artur i chłopak, którego imienia nie zna nikt. Poważnie.
Razem z Tomkiem coś tam uskuteczniali z dachem.
A my zajęłyśmy się z sobą.
Dawno nie rozmawiało mi się z nikim tak dobrze jak wtedy z Pacią.
Jadłyśmy agrest, czarną porzeczkę i rozmawiałyśmy.
Czas minął błyskawicznie. Słońce schodziło w dół.
Odwieźli mnie do domu.
Poszłam spać jakieś 2 godziny wcześniej niż przeważnie.
To dobry znak.
A dzisiaj pojechałam sobie z moją babcią do większej niż te w okolicy kwiaciarni. Tak jak mnie prosiła.
Nie znalazła co prawda tego czego szukała i bardzo kurczę dobrze, bo kupiłyśmy coś lepszego. Sama wybrałam, od początku miałam na oku te kwiatki. Nie wiem jak się nazywają ale kojarzą mi się ze smokami. I są bardzo tanie! Tylko 2 złote za jeden kwiat.
Na przystanku jeden facet postanowił sobie, że będzie mi się przyglądał. Tak bez żadnej krępacji, bo co mu tam. Wszedł do tego samego autobusu co my, stanął tuż obok naszych siedzeń i kontynuował. Już mi krew w żyłach buzowała.
Ale uszedł z życiem.
Serio. Co ci ludzie to ja nawet nie. Jak się patrzysz na kogoś, a ten ktoś to widzi i ściąga brwi to znaczy, że trzeba przestać, proste jak obręcz.
Cześć! Na dole zostawiam Sylwię Przetak, bo ją kocham.